Zostało tylko kilka dni do końca pierwszego dziesięciolecia lat dwutysięcznych. Z tej okazji, jak co roku, przeglądam swoją chmurę zdjęć i staram się wrócić do wydarzeń, które najbardziej zapadły w mojej pamięci. Tak samo jak w 2018, przedstawiam wam (choć pewnie bardziej sobie z przyszłości) moje ulubione momenty roku 2019. A jest co przedstawiać 😊

Pierwsze skitoury

Styczeń to kilka wypadów skitourowych w Bieszczady. Ponieważ niejednokrotnie dostaliśmy od zimy prezent w postaci DUŻEJ ilości świeżego puchu w Biesach, udało się zaliczyć kilka świetnych wycieczek. Okoliczności przyrody były piękne. Całkiem udany debiut 🙂

Pierwsze rowery

Wiosna zaczęła się relatywnie wcześnie. Jak widać na załączonym obrazku, śniegu było dużo ale leżał krótko. Inspirowani filmami Adama Bieleckiego z K2  – miejscówkę ze zdjęcia nazwaliśmy Serakami w Straszydlu. Jak widać – pięknie wytapiały tej wiosny.

Pierwszy raz na oczy

Na zdjęciu moment, kiedy pierwszy raz zobaczyłem na własne oczy to arcydzieło. Marzenia się spełniają! 🙂 Budowa tego roweru to jedno z ważniejszych wydarzeń 2019. Sprzęt o którym myślałem od dłuższego czasu w końcu miał powstać.

Po kilku wycieczkach do Piotra, odpowiedzialnego za budowę ramy i jednej małej poprawce przy hakach, ostatecznie rower złożyliśmy dokładnie tak jak sobie wymarzyłem. Prezentuje się pięknie, co widać poniżej.

Tak, wiem. Jestem wam winny wpis o procesie budowy roweru na customowej, stalowej ramie. Obiecuję – pojawi się wkrótce.

Pierwsze irytacje

Końcem lutego nadarzyła się okazja do pierwszego w tym roku, niecodziennego rowerowania. Mieliśmy bowiem towarzyszyć Rafałowi (metaxy) na podkarpackim odcinku jego zwyczajnej wycieczki z Krakowa do Przemyśla. Pogoda tego dnia była dość kapryśna – wiało okrutnie z zachodu. Pierwszą część trasy jechaliśmy dosłownie w tempie ślimaczym. Powrót za to był znakomity. Z Sędziszowa do Rzeszowa przelecieliśmy moment. Na nieszczęście, Adrianowi – wiadomo – padło di2 akurat, kiedy dotarliśmy do punktu, w którym robiliśmy nawrotkę i zaczynało wiać w plecy. Wyobraźcie sobie jazdę po płaskim, na tarczy 36 z prędkościami rzędu 45+km/h. Nawet zdjęć tego dnia nie robiłem…

Pierwsza Tarnawka i pierwsza Toskania

Kolejne dziewicze akcje tego roku. Pamiętam dobrze te dwie jazdy. Było już prawie czuć prawdziwą wiosnę.

Pierwsza wolność

czyli jaką ulgę czuje człowiek, który broni w końcu pracę magisterską na zagranicznej uczelni, kiedy nie musi już latać (!) na konsultacje i wymyślać rzeczy niestworzonych.

Kończmy z tymi pierwszymi razami...

Znowu byliśmy nad Lago di Como

I znowu było prześwietnie. Tego roku ekipa większa niż w 2018. Udało się odhaczyć najlepsze, kultowe trasy a także dodać kilka nowych akcentów. Dla mnie odkryciem wyjazdu było Passo Agueglio, którego do tej pory nie znałem. Również Zambla i bardzo długi zjazd a następnie pogoń do Bergamo na pociąg zapadną na dłużej w mojej pamięci.

Sormano jak zwykle strome, Valcava jak zwykle ciężka, Madonna del Ghisallo nieprzerwanie wzrusza a kawa w La Madonnina smakuje za każdym razem lepiej. W 2020 wracamy. To już prawie oficjalne 🙂

Piwko Mango

W naszej ulubionej Wojkówce wpadło nowe piwko i przebojem wkupiło się w nasze gusta.

Taki (nie)zwykły Niebylec

To zdjęcie na insta wywołało chyba najwięcej reakcji. Pytaliście mnie gdzie zostało zrobione a ja, ku Waszemu zdziwieniu, odpisywałem – Niebylec. To jest trochę tak, jakby coś niezwykłego stało się w najzwyklejszym miejscu świata. W Niebylcu, przejazdem, był każdy ale chyba nikt nigdy nie widział tego pola rzepaku wyrastającego zza zabudowań rynku.

Podkarpacka późna wiosna nie zawodziła

Wieczorna przejażdżka

To też jedna z tych trasek, którą dobrze pamiętam. Jedna z kilku na północ od Rzeszowa w 2019. Akurat tego dnia był super zachód słońca i udało nam się kilka ładnych kadrów.

The Grand Odwiedziny...

…czyli Panda i Maciek w Rzeszowie.

Chyba najintensywniejszy, dla mnie, tydzień w mijającym roku. Dużo jazdy, dużo fot, dużo drona, dużo kultowych miejscówek. Dużo jedzonka, dużo śmiechu i koniec końców dwa wpisy o Podkarpackim rowerowaniu. Chyba nie mogło być lepiej. Bardzo miło wspominam tamten czas. Polecam kliknąć w dwa poniższe linki, żeby zobaczyć co się działo.

Jedno wydarzenie które szczególnie utkwiło w mojej pamięci to emergency exit Karola podczas zjazdu do Golcowej. Piękne to było 🙂

Wpis Maćka

Wpis Mój

Wakacje

Objazdem przez Alpy

Zgodnie z tym, co obiecaliśmy sobie w 2018, wróciliśmy do Szwajcarii, na camping w Innertkirchen. Był to jednak ostatni punkt naszej wyprawy.

Po drodze, najpierw zahaczyliśmy na kilka dni o Słowenię, gdzie udało nam się wjechać na Vršič i Mangart. To drugie miejsce dało mi nieźle w kość z uwagi na temperaturę.

Następnie, zaliczając samochodem skocznie w Planicy i dalej, już we Włoszech Laghi di Fusine oraz Lago di Braies, udaliśmy się do Szwajcarii – do miejscowości Zernez.

Niestety pogoda nas tam nie rozpieszczała. Padało w zasadzie codziennie. Mimo to udało nam się zaliczyć Albulę i Fluelę oraz prawie wyjechać na Berninę, spod której stóp przegoniła nas burza. Samochodem obskoczyliśmy jeszcze Livigno na Pizzę. Spanie w namiocie było wyzwaniem w mokrych warunkach ale jakoś daliśmy radę.

Kolejną destynacją było już Innertkirchen a główny zamysł całych wakacji – srebrna trasa Alpenbrevet, okazała się realnym celem. Pogoda była super. W tym roku odpuściliśmy sobie przełęcz św. Gotarda ale za to dwa razy byliśmy na Grosse Scheidegg. Raz w pełnej mgle a raz w pięknych warunkach pogodowych i z widokiem na nasz ulubiony Eiger.

Udało się też połączyć wakacje z Agą i Maćkiem oraz do zera (ale takiego zupełnego zera) rozładować akumulator w Galaxym. Był lekki stresik ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło.

Po takich wakacjach trzeba odpocząć.

A w ramach odpoczynku – Przehyba

Przehyba z Rzeszowa. Tam i z powrotem. W 2 dni. W upale.

Najbardziej szalony pomysł roku. Decydujemy się na wyjazd w zasadzie dwa dni przed. 196km przez Pogórze Ciężkowickie pierwszego dnia i 190km przez Beskid Niski drugiego.

Podjazd na Przehybę to jeden z trudniejszych asfaltów w Polsce a my mieliśmy go na mecie dnia pierwszego. Było ciekawie.

Spanie w schronisku, poranek z widokiem na Tatry. Piękny freestyle z tego wyszedł.

Przemyśl

Na tym foto widać szczęśliwych chłopców, którzy po 90% trasy w upale wypili zimne piwko i wcale nie chce im się jechać dalej. A wycieczka z okazji odwiedzin naszej wspaniałej rzeszowianki spoza Rzeszowa, która na dwa dni potrafi przyjechać do nas znad morza pociągiem, żeby pojeździć na rowerze. BARDZO TO DOCENIAMY.

nologo o poziom wyżej

W 2019 czyli w drugim roku istnienia mojej (i teraz również Krzyśka) marki nologo, w dużym stopniu udało się wywindować poziom dostarczania produktu i zwiększyć sprzedaż. Sukces! Szczęście też nam sprzyjało. Udało się zakupić domenę nologo.cc (wcześniej była zajęta) i dopiąć sprawę brandingu.

Most, którego nie było

Tak właśnie wygląda kolarz, któremu nie chce się wracać kilka km żeby skorzystać z objazdu, o którym nie wiedział.

Zdziwienie w Gbiskach

Jak byście się zachowali, jadąc na MTB przez totalne nic, lasem, krzakami, zarośniętą drogą i wyjeżdżając na polankę zobaczylibyście taki malunek na stodole?

Ja przystanąłem i zacząłem się zastanawiać. Wtedy jeszcze nie wiedziałem że jest to element większego projektu pod nazwą „Cichy Memoriał”. Odbiór tego murala miałem mega upiorny.

Warto poczytać więcej o tej serii malowideł.

Zdmuchnięcie kurzu z MTB

Szybka wycieczka na Herby. Jechało mi się raczej źle. Utopiłem buta w bagnie. Miałem za nisko sztycę. Polubiłem się z powrotem z góralem. Takie tam – paradoksy.

Szosa z końmi

Start z Dynowa, nowe drogi koło Birczy i koń uciekający środkiem drogi. Piękna trasa na koniec lata.

Bardzo szybki coffeeride

M: o, zdechło mi di2…

A: Haha widzisz ja przy moich 2000km w sezonie mam tak obliczone że dziś powinno jeszcze wytrzymać.

2km dalej

A: nie uwierzysz… Zdechło mi di2.

XD

A poza tym Ewa wplątała węża w kasetę. A później poszedł taki ogień że cała grupa się rozerwała. Dziwna to była traska 😀

A później przyszła jesień...

Domek na Słocinie

Ten domek mijamy setki razy. Ale tego dnia był jakiś taki bardziej niebieski i strzeliłem mu foto. Całkiem ładne wyszło, więc ląduje i tutaj. Fajnie mieć taką Słocinkę na MTB niedaleko.

Beskid Sądecki po raz pierwszy i po raz drugi

  1. Spokojna trasa z Ewą przez Halę Łabowską, Bacówkę nad Wierchomlą i Jaworzynę. Szkoda, że nie spojrzeliśmy na mapę i od Szczawnika na Jaworzynę poszliśmy (dosłownie) pieszym szlakiem.
  2. Jeszcze spokojniejsza i odrobinę krótsza trasa z chłopakami. Fajny zjazd do Wierchomli i szybki ostatni zjazd z Jaworzyny. Trochę zmarzliśmy na końcówce. Pierwszy śnieg tej zimy. Oczywiście taki ze szlifu lodowiska 🙂

Poza tym, lokalne dróżki wcale nie zawodziły

Zupełnie jak na wiosnę

a Wojtek złapał dwa kapcie za jednym razem

Jednak każdy jest w czymś najlepszy 🙂 A ten dzień był najlepszy w byciu najlepszym. Pojechaliśmy na Wilcze i zrobiliśmy tam wyżerkę. Piwko w sklepie w Kąkolówce dostaliśmy zimne, mimo że nie było w sklepie czynnej lodówki. Był hamak, była kupa śmiechu i traska przy pięknej pogodzie. Lubimy takie tematy.

Dębica Tour

Świetna trasa w okolicach Dębicy, zafundowana przez naszą ulubioną Dębicką ekipę. Widoki mega, zwłaszcza ten na foto z lewej. W przyszłym roku na pewno wrócimy! Chill na szczycie Kokocza był wyśmienity.

Jak inwersja zrobiła mnie w…

Prognoza mówiła 13. Z domu wyjeżdżałem przy 11. 3km dalej i 160m niżej, we mgle było 7. A ja na krótko. Jakoś to przetrwałem, na szczęście 🙂

I tak oto 2019r. przechodzi do historii. Kilometrów rowerowych wyszło dokładnie 6,954.6. Gdyby nie choroba w połowie grudnia i gdybym nie był słaby psychicznie w ostatnim jego tygodniu, pewnie bym dokręcił do tych 7k.
Mimo tej małej niedoskonałości - rok zaliczam do udanych i pozytywnych. Kilka bardzo ważnych elementów składowych miało na to wpływ. Dwa najważniejsze pozostawiam dla siebie - będę o nich pamiętał tak czy inaczej. Teraz zaczynam już snuć plany na 2020. Trzeba dobrze rozpocząć nową dekadę. Myślę o majówce, o Dolomitach - po roku przerwy, może nawet o czymś bardziej egzotycznym. Szwajcarię też bym chciał znów odwiedzić. Fajnie by było z jakąś większą ekipą.
Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do faktu, że moja ocena 2019 jest tak pozytywna. Jesteście the best. Do zobaczenia na traskach w 2020!